61 wpisów.
Wiadomość o pięknym Jubileuszu 100-lecia Urodzin dr Ryszarda Nowakowskiego (bliskiego współpracownika ś.p. Kornela Morawieckiego) z pewnością wielu z nas zaskoczyła..... Szkoda, że w materiale informacyjnym przygotowanym przez Wydział Matematyki (?) zabrakło informacji o Jego szlachetnej postawie w czasie tzw. "wydarzeń marcowych" w 1968r. a także po wprowadzeniu i w czasie trwania stanu wojennego oraz w późniejszym okresie..... Zastanawia (podobnie jak kiedyś w przypadku prof. Mariana Suskiego) ten brak rzetelnej charakterystyki osobowości tego zasłużonego pracownika Politechniki Wrocławskiej. Trudno uwierzyć, że powodem był brak wiedzy na temat Jego postawy w tamtych czasach; widocznie dla niektórych było to bardzo niewygodne. Cóż, widać takie mamy czasy "poprawności politycznej"....
Wiadomość o pięknym Jubileuszu 100-lecia Urodzin dr Ryszarda Nowakowskiego (bliskiego współpracownika ś.p. Kornela Morawieckiego) z pewnością wielu z nas zaskoczyła.....
Szkoda, że w materiale informacyjnym przygotowanym przez Wydział Matematyki (?) zabrakło informacji o Jego szlachetnej postawie w czasie tzw. "wydarzeń marcowych" w 1968r. a także po wprowadzeniu i w czasie trwania stanu wojennego oraz w późniejszym okresie..... Zastanawia (podobnie jak kiedyś w przypadku prof. Mariana Suskiego) ten brak rzetelnej charakterystyki osobowości tego zasłużonego pracownika Politechniki Wrocławskiej. Trudno uwierzyć, że powodem był brak wiedzy na temat Jego postawy w tamtych czasach; widocznie dla niektórych było to bardzo niewygodne. Cóż, widać takie mamy czasy "poprawności politycznej"....
Szkoda, że w materiale informacyjnym przygotowanym przez Wydział Matematyki (?) zabrakło informacji o Jego szlachetnej postawie w czasie tzw. "wydarzeń marcowych" w 1968r. a także po wprowadzeniu i w czasie trwania stanu wojennego oraz w późniejszym okresie..... Zastanawia (podobnie jak kiedyś w przypadku prof. Mariana Suskiego) ten brak rzetelnej charakterystyki osobowości tego zasłużonego pracownika Politechniki Wrocławskiej. Trudno uwierzyć, że powodem był brak wiedzy na temat Jego postawy w tamtych czasach; widocznie dla niektórych było to bardzo niewygodne. Cóż, widać takie mamy czasy "poprawności politycznej"....
W styczniowym numerze Forum Akademickim ukazał się artykuł mojego autorstwa, w którym odniosłem się do kilku spraw związanych z Naszą Uczelnią w kontekście moich pobytów na uczelniach w USA. Dla zainteresowanych link do artykułu: https://wme-k1.pwr.edu.pl/wp-content/uploads/2021/02/Amerykanski_sen_we_Wroclawiu.pdf
W styczniowym numerze Forum Akademickim ukazał się artykuł mojego autorstwa, w którym odniosłem się do kilku spraw związanych z Naszą Uczelnią w kontekście moich pobytów na uczelniach w USA. Dla zainteresowanych link do artykułu:
https://wme-k1.pwr.edu.pl/wp-content/uploads/2021/02/Amerykanski_sen_we_Wroclawiu.pdf
https://wme-k1.pwr.edu.pl/wp-content/uploads/2021/02/Amerykanski_sen_we_Wroclawiu.pdf
Dużo publicznie mówi się na Politechnice i naszym Wydziale o jakości kształcenia i standardach nauczania. Uważam jednak, że na naszej Uczelni nie dzieje się dobrze w tym względzie, i posłużę się dwoma skrajnymi przykładami. Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem. Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa. Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną... Czytaj dalej
Dużo publicznie mówi się na Politechnice i naszym Wydziale o jakości kształcenia i standardach nauczania. Uważam jednak, że na naszej Uczelni nie dzieje się dobrze w tym względzie, i posłużę się dwoma skrajnymi przykładami.
Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem.
Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa.
Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną wiedzę i umiejętności zapisane w karcie przedmiotu jest na straconej pozycji. Przecież chyba nie chodzi o to by być na zajęciach, należy chyba też uważnie słuchać, pytać, rozwiązywać zadania, czytać materiały do wykładów, a przede wszystkim studiować. Warto w tym miejscu przypomnieć treść ślubowania jakie składają studenci: „Wstępując do wspólnoty akademickiej Politechniki Wrocławskiej, ślubuję uroczyście: - zdobywać wytrwale wiedzę i umiejętności, - kształcić umysł i charakter do twórczego i odpowiedzialnego życia, - postępować godnie i uczciwie, w zgodzie z prawem, tradycją i obyczajami akademickimi, - dbać o dobre imię Politechniki Wrocławskiej.” Zapominając o złożonym ślubowaniu studenci naszej uczelni potrafią dopasowywać każdą wypowiedź, niezależnie od jej treści i sensu, do swoich celów, posuwając się do insynuacji i pomówień oraz zwykłej nieprawdy.
Jeżeli nadal będziemy tolerować takie postawy i zachowania studentów, to za chwilę wszystko, co jest omawiane na wykładach i ćwiczeniach będzie nie potrzebne, że nie ma to sensu, że jest i będzie niezrozumiałe, a także oczywiście źle wytłumaczone. Nasuwa się pytanie: Quo vadis Alma Mater?
Leszek Ładniak
Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem.
Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa.
Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną wiedzę i umiejętności zapisane w karcie przedmiotu jest na straconej pozycji. Przecież chyba nie chodzi o to by być na zajęciach, należy chyba też uważnie słuchać, pytać, rozwiązywać zadania, czytać materiały do wykładów, a przede wszystkim studiować. Warto w tym miejscu przypomnieć treść ślubowania jakie składają studenci: „Wstępując do wspólnoty akademickiej Politechniki Wrocławskiej, ślubuję uroczyście: - zdobywać wytrwale wiedzę i umiejętności, - kształcić umysł i charakter do twórczego i odpowiedzialnego życia, - postępować godnie i uczciwie, w zgodzie z prawem, tradycją i obyczajami akademickimi, - dbać o dobre imię Politechniki Wrocławskiej.” Zapominając o złożonym ślubowaniu studenci naszej uczelni potrafią dopasowywać każdą wypowiedź, niezależnie od jej treści i sensu, do swoich celów, posuwając się do insynuacji i pomówień oraz zwykłej nieprawdy.
Jeżeli nadal będziemy tolerować takie postawy i zachowania studentów, to za chwilę wszystko, co jest omawiane na wykładach i ćwiczeniach będzie nie potrzebne, że nie ma to sensu, że jest i będzie niezrozumiałe, a także oczywiście źle wytłumaczone. Nasuwa się pytanie: Quo vadis Alma Mater?
Leszek Ładniak
Mój przyjaciel Harnaś W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych. A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę. Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody. Rok... Czytaj dalej
Mój przyjaciel Harnaś
W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych.
A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę.
Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody.
Rok później Ksiądz Biskup opuścił Wrocław, najpierw został biskupem pomocniczym w Legnicy, a w roku 1993 powołano Go na biskupa ordynariusza diecezji zielonogórsko – gorzowskiej. Od tego czasu z podziwem patrzyłem na piękny i mądry sposób sprawowania tej bardzo trudnej funkcji zarządzania wielką diecezją. Mimo dzielącej nas odległości wyrażonej w kilometrach, spotykaliśmy się dość często i dla mnie te spotkania były bardzo cenne. Czułem się wręcz dumny z zaproszenia do napisania tekstu w księdze jubileuszowej wydanej w roku 2002 na jubileusz 70 –lecia Księdza Biskupa. Tytuł tej księgi to Sursum Corda – W górę Serca, co było biskupim zawołaniem Harnasia.
A w grudniu zeszłego roku Harnaś przesłał mi książeczkę o tym samym tytule, która była zapisem jego rozmów przy kawie z biskupem Stefanem Redmuntem, następcą na tronie biskupów zielonogórskich.
Z odejściem Harnasia mój świat skurczył się bardzo. I chociaż powtarzam sobie Sursum Corda bo wierzą , że mój przyjaciel jest dziś szczęśliwy stojąc u stóp Boskiego Tronu, to jednak bardzo mi smutno.
prof. Andrzej Wiszniewski
W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych.
A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę.
Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody.
Rok później Ksiądz Biskup opuścił Wrocław, najpierw został biskupem pomocniczym w Legnicy, a w roku 1993 powołano Go na biskupa ordynariusza diecezji zielonogórsko – gorzowskiej. Od tego czasu z podziwem patrzyłem na piękny i mądry sposób sprawowania tej bardzo trudnej funkcji zarządzania wielką diecezją. Mimo dzielącej nas odległości wyrażonej w kilometrach, spotykaliśmy się dość często i dla mnie te spotkania były bardzo cenne. Czułem się wręcz dumny z zaproszenia do napisania tekstu w księdze jubileuszowej wydanej w roku 2002 na jubileusz 70 –lecia Księdza Biskupa. Tytuł tej księgi to Sursum Corda – W górę Serca, co było biskupim zawołaniem Harnasia.
A w grudniu zeszłego roku Harnaś przesłał mi książeczkę o tym samym tytule, która była zapisem jego rozmów przy kawie z biskupem Stefanem Redmuntem, następcą na tronie biskupów zielonogórskich.
Z odejściem Harnasia mój świat skurczył się bardzo. I chociaż powtarzam sobie Sursum Corda bo wierzą , że mój przyjaciel jest dziś szczęśliwy stojąc u stóp Boskiego Tronu, to jednak bardzo mi smutno.
prof. Andrzej Wiszniewski
Dr Marek Mutor dyrektor Muzeum Zajezdnia opublikował bardzo piękne wspomnienie o ks. biskupie Adamie (Harnasiu) Dyczkowskim. https://zajezdnia.org/aktualnosci-artykul/biskup-adam-dyczkowski-1932-2021-wspomnienie-11 Serdecznie zachęcam do lektury
Dr Marek Mutor dyrektor Muzeum Zajezdnia opublikował bardzo piękne wspomnienie o ks. biskupie Adamie (Harnasiu) Dyczkowskim.
https://zajezdnia.org/aktualnosci-artykul/biskup-adam-dyczkowski-1932-2021-wspomnienie-11
Serdecznie zachęcam do lektury
https://zajezdnia.org/aktualnosci-artykul/biskup-adam-dyczkowski-1932-2021-wspomnienie-11
Serdecznie zachęcam do lektury








