60 wpisów.
ODMOWY PASZPORTOWE W POLITECHNICE WROCŁAWSKIEJ Niedawno obchodzony jubileusz 90-lecia prof. Wacława Kasprzaka, byłego rektora Politechniki Wrocławskiej w latach 1982-1984, był okazją do przypomnienia działalności profesora. Ale nigdzie w Internecie nie ma żadnej informacji o jego przynależności do PZPR i jego udziale w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w odmowach wydawania pracownikom Politechniki Wrocławskiej paszportów na wyjazdy zagraniczne. Tu mała dygresja dla młodszego pokolenia. PZPR to Polska Zjednoczona Partia Robotnicza sprawująca z rosyjskiego nadania władzę w Polsce. W latach 50-tych ubiegłego stulecia prezydentem Polski był Bolesław Bierut – agent NKWD (w tłumaczeniu z j. rosyjskiego: Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR), a marszałkiem Polski – Konstanty Rokossowski – radziecki generał. Takie to było „wyzwolenie”… i rządy partii pozostały. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale w PRL-u partia decydowała o wszystkim. Z jej rekomendacji dokonywane były zmiany kadrowe, awanse na stanowiska kierownicze, ułatwiany był dostęp do zagranicznych placówek, badań i w ogóle wyjazdów zagranicznych. Paszportów nie trzymało się w domu, były one wydawane przez komendy MO (Milicji Obywatelskiej) tylko na czas wyjazdu, po pozytywnej decyzji organu paszportowego. A ta zależała od PZPR, która w uczelni popierała „swoich”, a zamiast kryterium naukowego stosowała kryterium lojalności. Odmowy paszportowe były też represją władz partyjnych nawet za podejrzenie działalności opozycyjnej, bez żadnego uzasadnienia. Wystarczyła przekazana ustnie, telefonicznie opinia instytutowego sekretarza PZPR, by pracownik który chciał wyjechać np. na konferencję z referatem otrzymywał z Pionu ds. Współpracy z Zagranicą pismo informujące o „braku odpowiednich ustaleń”, równoznaczne z odmową wydania paszportu. Decydowała o tym tzw. Uczelniana Komisja Kwalifikacyjna, którą będę nazywał „tzw. komisją”. Problem jednak w tym, że „tzw. komisja” formalnie w ogóle nie istniała. Zwracała na to uwagę w 1985 r. Komisja Senacka ds. Współpracy z Zagranicą, której byłem członkiem, a jej przewodniczący prof. Józef Rohleder, w piśmie do Rektora z 25 maja 1985 r., prosił o poinformowanie o... Czytaj dalej
ODMOWY PASZPORTOWE W POLITECHNICE WROCŁAWSKIEJ
Niedawno obchodzony jubileusz 90-lecia prof. Wacława Kasprzaka, byłego rektora Politechniki Wrocławskiej w latach 1982-1984, był okazją do przypomnienia działalności profesora. Ale nigdzie w Internecie nie ma żadnej informacji o jego przynależności do PZPR i jego udziale w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w odmowach wydawania pracownikom Politechniki Wrocławskiej paszportów na wyjazdy zagraniczne.
Tu mała dygresja dla młodszego pokolenia. PZPR to Polska Zjednoczona Partia Robotnicza sprawująca z rosyjskiego nadania władzę w Polsce. W latach 50-tych ubiegłego stulecia prezydentem Polski był Bolesław Bierut – agent NKWD (w tłumaczeniu z j. rosyjskiego: Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR), a marszałkiem Polski – Konstanty Rokossowski – radziecki generał. Takie to było „wyzwolenie”… i rządy partii pozostały. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale w PRL-u partia decydowała o wszystkim. Z jej rekomendacji dokonywane były zmiany kadrowe, awanse na stanowiska kierownicze, ułatwiany był dostęp do zagranicznych placówek, badań i w ogóle wyjazdów zagranicznych. Paszportów nie trzymało się w domu, były one wydawane przez komendy MO (Milicji Obywatelskiej) tylko na czas wyjazdu, po pozytywnej decyzji organu paszportowego. A ta zależała od PZPR, która w uczelni popierała „swoich”, a zamiast kryterium naukowego stosowała kryterium lojalności.
Odmowy paszportowe były też represją władz partyjnych nawet za podejrzenie działalności opozycyjnej, bez żadnego uzasadnienia. Wystarczyła przekazana ustnie, telefonicznie opinia instytutowego sekretarza PZPR, by pracownik który chciał wyjechać np. na konferencję z referatem otrzymywał z Pionu ds. Współpracy z Zagranicą pismo informujące o „braku odpowiednich ustaleń”, równoznaczne z odmową wydania paszportu.
Decydowała o tym tzw. Uczelniana Komisja Kwalifikacyjna, którą będę nazywał „tzw. komisją”. Problem jednak w tym, że „tzw. komisja” formalnie w ogóle nie istniała. Zwracała na to uwagę w 1985 r. Komisja Senacka ds. Współpracy z Zagranicą, której byłem członkiem, a jej przewodniczący prof. Józef Rohleder, w piśmie do Rektora z 25 maja 1985 r., prosił o poinformowanie o sposobie wyłonienia „tzw. komisji” i umocowanie jej w Statucie Politechniki Wrocławskiej, gdyż Senacka Komisja „o istnieniu takiego ciała dotąd nie słyszała” [1]. Odpowiedzi nie otrzymał, a odmowy wydania paszportu z powodu „braku odpowiednich ustaleń” trwały nadal. W Politechnice działała więc grupa ludzi decydujących o wyjazdach zagranicznych nieprzyznających się do swego jej istnienia.
Po upadku komuny rektorem PWr został prof. Andrzej Wiszniewski, a sprawa odmów paszportów została podjęta na posiedzeniu Senatu 23 marca 1990 r., po mojej krytycznej wypowiedzi dotyczącej sprawozdania z działalności Pionu ds. Współpracy z Zagranicą i wystąpieniu NSZZ „Solidarność” z petycją podpisaną przez 481 nauczycieli akademickich, domagających się wyjaśnienia sprawy masowych odmów paszportów.
Tak się złożyło, że przez 3 kadencje Senatu byłem członkiem obydwóch komisji zajmujących się m.in. sprawami paszportowymi. 13 grudnia 1990 r. na posiedzeniu Senatu została powołana Senacka Komisja do spraw Odmów Paszportów, której przewodniczyła prof. Anna Szaynok. Uczestniczyłem w niej jako ekspert zatwierdzony przez Rektora [2]. Z wyjaśnień jakie odpowiedzialni za odmowy paszportowe składali Komisji, wyłania się obraz kompletnego braku poczucia winy, a nawet arogancja, jak w piśmie byłego rektora, Politechniki, członka KC PZPR, prof. Tadeusza Porębskiego – „na postawione mi pytania nie odpowiem ani na piśmie, ani ustnie”…[6]. A prof. Bogusław Kędzia, w latach 1984-85 sekretarz KW PZPR we Wrocławiu stwierdzał „nie miałem wpływu zarówno na rozwiązania systemowe jak i określone decyzje szczegółowe”…[7]. Zaproszony na posiedzenie tej Komisji dr hab. inż. Romuald Będziński 10 maja 1991 podał skład „tzw. komisji” kwalifikującej wnioski paszportowe [3]. Byli to członkowie PZPR, razem 13 osób, a wśród nich prof. Wacław Kasprzak.
Działalność „tzw. komisji” wyrządziła duże szkody Politechnice. Dla wielu pracowników odmowa wydania paszportu oznaczała brak kontaktów naukowych, przerwanie rozpoczętych badań, zahamowanie rozwoju naukowego. Dzisiaj przyznanie się do udziału w „tzw. komisji” szkodzącej pracownikom Politechniki jest sprawą wstydliwą, o której jej członkowie woleliby, by nikt się o tym nie dowiedział.
Podczas rozmowy z Komisją Senacką, dr hab. inż. Romuald Będziński – towarzysz partyjny, przedstawił skład „tzw. komisji”. W dniu 10 maja 1991 r. uczestniczyłem w posiedzeniu Senackiej Komisji i byłem świadkiem wypowiedzi sekretarza PZPR Romualda Będzińskiego, a protokół z tego posiedzenia jest dostępny [5]. W dniu 5 maja 1993 r. Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność opublikowała w Biuletynie Informacyjnym nr. 9/161 dokumenty Komisji Senackiej badającej kwestię odmów paszportowych. Po tej publikacji jeden z uczestników „tzw. komisji” zaprzeczył swojemu w niej udziałowi. Rownież dr hab. inż. Romuald Będziński w piśmie do Rektora z 5 marca 1993 oświadczył, że nigdy nie podawał składu Komisji weryfikacyjnej i że taka Komisja w okresie jego działalności w KU PZPR w ogóle nie działała [4]. Komuniści zachowali się jak złodziej z dowcipu złapany za rękę, krzyczał, że to nie jego ręka. Rzeczywiście „tzw. komisja” nie była formalnie powołana. Natomiast wymienione przez tow. Romualda Będzińskiego grono nie wydawało decyzji o niewydaniu paszportów, jedynie nie udzielało partyjnej rekomendacji, aby paszport wydać.
Dziś po wielu latach od tamtych wydarzeń trwa proces zapominania i wręcz wypierania się szkodliwej dla Politechniki działalności. Podczas rozmów na posiedzeniach Senackiej Komisji ( w roku 1991) nikt z członków „tzw. komisji” nie okazał żalu ani poczucia winy. Nie padło ani razu słowo „przepraszam”. Teraz w życiorysach przemilcza się w ogóle przynależność do PZPR i ewidentnie szkodliwą dla Politechniki działalność. Kolejne jubileusze nie powinny przykrywać takiej działalności, a osoby ewidentnie szkodzące Uczelni – jeśli nie poniosły żadnej kary to przynajmniej niech wiedzą, że wygrała prawda.
dr inż. Aureliusz Mikłaszewski
Członek Senackiej Komisji do spraw
Zbadania Odmów Paszportów w 1990 r.
Biuletyn Informacyjny NSZZ Solidarność
https://www.nszz.pwr.edu.pl/wp-content/uploads/2022/10/Sprawozdanie-senackiej-Komisji-do-spraw-zbadania-odmow-paszportow.pdf
Odniesienia do Biuletynu Informacyjnego
[1]. Uwagi do procedury kwalifikacyjnej…, str. 8 Biuletynu Informacyjnego
[2]. Sprawozdanie Senackiej Komisji…, str. 2 Biuletynu Informacyjnego
[3]. Skład Komisji KW PZPR… str. 18 Biuletynu Informacyjnego
[4]. Pismo dr hab. inż. Romualda Będzińskiego do Rektora…, str. 32 Biuletynu Informacyjnego
[5]. Notatka z rozmowy z dr inż. Romualdem Będzińskim…, str. 34 i 35 Biuletynu Informacyjnego
[6]. Odpowiedź prof. Tadeusza Porębskiego….str. 20 Biuletynu Informacyjnego
[7]. Odpowiedź prof. Bogusława Kędzi…..str. 16 i 17 Biuletynu Informacyjnego
Niedawno obchodzony jubileusz 90-lecia prof. Wacława Kasprzaka, byłego rektora Politechniki Wrocławskiej w latach 1982-1984, był okazją do przypomnienia działalności profesora. Ale nigdzie w Internecie nie ma żadnej informacji o jego przynależności do PZPR i jego udziale w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w odmowach wydawania pracownikom Politechniki Wrocławskiej paszportów na wyjazdy zagraniczne.
Tu mała dygresja dla młodszego pokolenia. PZPR to Polska Zjednoczona Partia Robotnicza sprawująca z rosyjskiego nadania władzę w Polsce. W latach 50-tych ubiegłego stulecia prezydentem Polski był Bolesław Bierut – agent NKWD (w tłumaczeniu z j. rosyjskiego: Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR), a marszałkiem Polski – Konstanty Rokossowski – radziecki generał. Takie to było „wyzwolenie”… i rządy partii pozostały. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale w PRL-u partia decydowała o wszystkim. Z jej rekomendacji dokonywane były zmiany kadrowe, awanse na stanowiska kierownicze, ułatwiany był dostęp do zagranicznych placówek, badań i w ogóle wyjazdów zagranicznych. Paszportów nie trzymało się w domu, były one wydawane przez komendy MO (Milicji Obywatelskiej) tylko na czas wyjazdu, po pozytywnej decyzji organu paszportowego. A ta zależała od PZPR, która w uczelni popierała „swoich”, a zamiast kryterium naukowego stosowała kryterium lojalności.
Odmowy paszportowe były też represją władz partyjnych nawet za podejrzenie działalności opozycyjnej, bez żadnego uzasadnienia. Wystarczyła przekazana ustnie, telefonicznie opinia instytutowego sekretarza PZPR, by pracownik który chciał wyjechać np. na konferencję z referatem otrzymywał z Pionu ds. Współpracy z Zagranicą pismo informujące o „braku odpowiednich ustaleń”, równoznaczne z odmową wydania paszportu.
Decydowała o tym tzw. Uczelniana Komisja Kwalifikacyjna, którą będę nazywał „tzw. komisją”. Problem jednak w tym, że „tzw. komisja” formalnie w ogóle nie istniała. Zwracała na to uwagę w 1985 r. Komisja Senacka ds. Współpracy z Zagranicą, której byłem członkiem, a jej przewodniczący prof. Józef Rohleder, w piśmie do Rektora z 25 maja 1985 r., prosił o poinformowanie o sposobie wyłonienia „tzw. komisji” i umocowanie jej w Statucie Politechniki Wrocławskiej, gdyż Senacka Komisja „o istnieniu takiego ciała dotąd nie słyszała” [1]. Odpowiedzi nie otrzymał, a odmowy wydania paszportu z powodu „braku odpowiednich ustaleń” trwały nadal. W Politechnice działała więc grupa ludzi decydujących o wyjazdach zagranicznych nieprzyznających się do swego jej istnienia.
Po upadku komuny rektorem PWr został prof. Andrzej Wiszniewski, a sprawa odmów paszportów została podjęta na posiedzeniu Senatu 23 marca 1990 r., po mojej krytycznej wypowiedzi dotyczącej sprawozdania z działalności Pionu ds. Współpracy z Zagranicą i wystąpieniu NSZZ „Solidarność” z petycją podpisaną przez 481 nauczycieli akademickich, domagających się wyjaśnienia sprawy masowych odmów paszportów.
Tak się złożyło, że przez 3 kadencje Senatu byłem członkiem obydwóch komisji zajmujących się m.in. sprawami paszportowymi. 13 grudnia 1990 r. na posiedzeniu Senatu została powołana Senacka Komisja do spraw Odmów Paszportów, której przewodniczyła prof. Anna Szaynok. Uczestniczyłem w niej jako ekspert zatwierdzony przez Rektora [2]. Z wyjaśnień jakie odpowiedzialni za odmowy paszportowe składali Komisji, wyłania się obraz kompletnego braku poczucia winy, a nawet arogancja, jak w piśmie byłego rektora, Politechniki, członka KC PZPR, prof. Tadeusza Porębskiego – „na postawione mi pytania nie odpowiem ani na piśmie, ani ustnie”…[6]. A prof. Bogusław Kędzia, w latach 1984-85 sekretarz KW PZPR we Wrocławiu stwierdzał „nie miałem wpływu zarówno na rozwiązania systemowe jak i określone decyzje szczegółowe”…[7]. Zaproszony na posiedzenie tej Komisji dr hab. inż. Romuald Będziński 10 maja 1991 podał skład „tzw. komisji” kwalifikującej wnioski paszportowe [3]. Byli to członkowie PZPR, razem 13 osób, a wśród nich prof. Wacław Kasprzak.
Działalność „tzw. komisji” wyrządziła duże szkody Politechnice. Dla wielu pracowników odmowa wydania paszportu oznaczała brak kontaktów naukowych, przerwanie rozpoczętych badań, zahamowanie rozwoju naukowego. Dzisiaj przyznanie się do udziału w „tzw. komisji” szkodzącej pracownikom Politechniki jest sprawą wstydliwą, o której jej członkowie woleliby, by nikt się o tym nie dowiedział.
Podczas rozmowy z Komisją Senacką, dr hab. inż. Romuald Będziński – towarzysz partyjny, przedstawił skład „tzw. komisji”. W dniu 10 maja 1991 r. uczestniczyłem w posiedzeniu Senackiej Komisji i byłem świadkiem wypowiedzi sekretarza PZPR Romualda Będzińskiego, a protokół z tego posiedzenia jest dostępny [5]. W dniu 5 maja 1993 r. Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność opublikowała w Biuletynie Informacyjnym nr. 9/161 dokumenty Komisji Senackiej badającej kwestię odmów paszportowych. Po tej publikacji jeden z uczestników „tzw. komisji” zaprzeczył swojemu w niej udziałowi. Rownież dr hab. inż. Romuald Będziński w piśmie do Rektora z 5 marca 1993 oświadczył, że nigdy nie podawał składu Komisji weryfikacyjnej i że taka Komisja w okresie jego działalności w KU PZPR w ogóle nie działała [4]. Komuniści zachowali się jak złodziej z dowcipu złapany za rękę, krzyczał, że to nie jego ręka. Rzeczywiście „tzw. komisja” nie była formalnie powołana. Natomiast wymienione przez tow. Romualda Będzińskiego grono nie wydawało decyzji o niewydaniu paszportów, jedynie nie udzielało partyjnej rekomendacji, aby paszport wydać.
Dziś po wielu latach od tamtych wydarzeń trwa proces zapominania i wręcz wypierania się szkodliwej dla Politechniki działalności. Podczas rozmów na posiedzeniach Senackiej Komisji ( w roku 1991) nikt z członków „tzw. komisji” nie okazał żalu ani poczucia winy. Nie padło ani razu słowo „przepraszam”. Teraz w życiorysach przemilcza się w ogóle przynależność do PZPR i ewidentnie szkodliwą dla Politechniki działalność. Kolejne jubileusze nie powinny przykrywać takiej działalności, a osoby ewidentnie szkodzące Uczelni – jeśli nie poniosły żadnej kary to przynajmniej niech wiedzą, że wygrała prawda.
dr inż. Aureliusz Mikłaszewski
Członek Senackiej Komisji do spraw
Zbadania Odmów Paszportów w 1990 r.
Biuletyn Informacyjny NSZZ Solidarność
https://www.nszz.pwr.edu.pl/wp-content/uploads/2022/10/Sprawozdanie-senackiej-Komisji-do-spraw-zbadania-odmow-paszportow.pdf
Odniesienia do Biuletynu Informacyjnego
[1]. Uwagi do procedury kwalifikacyjnej…, str. 8 Biuletynu Informacyjnego
[2]. Sprawozdanie Senackiej Komisji…, str. 2 Biuletynu Informacyjnego
[3]. Skład Komisji KW PZPR… str. 18 Biuletynu Informacyjnego
[4]. Pismo dr hab. inż. Romualda Będzińskiego do Rektora…, str. 32 Biuletynu Informacyjnego
[5]. Notatka z rozmowy z dr inż. Romualdem Będzińskim…, str. 34 i 35 Biuletynu Informacyjnego
[6]. Odpowiedź prof. Tadeusza Porębskiego….str. 20 Biuletynu Informacyjnego
[7]. Odpowiedź prof. Bogusława Kędzi…..str. 16 i 17 Biuletynu Informacyjnego
Chciałabym tą drogą wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji Rektora w sprawie likwidacji ośrodka wypoczynkowego w Ustce. To jest barbarzyństwo wobec całej społeczności ludzi z oddaniem pracujących na Politechnice Wrocławskiej. Najpierw pod młotek poszła " RADOŚĆ " w Szklarskiej Porębie, gdzie można było raczyć się odpoczynkiem całorocznym w masywie pięknych gór karkonoskich. Teraz odbieracie ludziom dostęp do naszego pięknego morza, które również piękne jest zimową porą ( o ironio na stronie internetowej piszecie o ośrodku w Ustce, że jest dostępny całorocznie, ale to jest bujda na resorach, bo osobiście chciałam załatwić pobyt teraz w listopadzie i było to niemożliwe z racji ograniczenia dopływu ogrzewania do ośrodka ). To jest kpina. Gdzie jest nasz polski patriotyzm lokalny, gdzie zachowanie godności człowieka. To nad naszym polskim morzem ślubowali żołnierze wierność Polsce i radość z dostępu do morza Bałtyckiego po zwycięskiej wygranej II wojny światowej. Skoro aktem likwidacji ośrodka w Ustce władze uczelni chcą ograniczyć dostęp do morza to jest hańba. Z wyrazami poszanowania i jednocześnie niezrozumienia tego typu czynności zwykły, szary pracownik Grażyna.
Chciałabym tą drogą wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji Rektora w sprawie likwidacji ośrodka wypoczynkowego w Ustce.
To jest barbarzyństwo wobec całej społeczności ludzi z oddaniem pracujących na Politechnice Wrocławskiej.
Najpierw pod młotek poszła " RADOŚĆ " w Szklarskiej Porębie, gdzie można było raczyć się odpoczynkiem całorocznym w masywie pięknych gór karkonoskich.
Teraz odbieracie ludziom dostęp do naszego pięknego morza, które również piękne jest zimową porą ( o ironio na stronie internetowej piszecie o ośrodku w Ustce, że jest dostępny całorocznie, ale to jest bujda na resorach, bo osobiście chciałam załatwić pobyt teraz w listopadzie i było to niemożliwe z racji ograniczenia dopływu ogrzewania do ośrodka ). To jest kpina.
Gdzie jest nasz polski patriotyzm lokalny, gdzie zachowanie godności człowieka. To nad naszym polskim morzem ślubowali żołnierze wierność Polsce i radość z dostępu do morza Bałtyckiego po zwycięskiej wygranej II wojny światowej.
Skoro aktem likwidacji ośrodka w Ustce władze uczelni chcą ograniczyć dostęp do morza to jest hańba.
Z wyrazami poszanowania i jednocześnie niezrozumienia tego typu czynności
zwykły, szary pracownik Grażyna.
To jest barbarzyństwo wobec całej społeczności ludzi z oddaniem pracujących na Politechnice Wrocławskiej.
Najpierw pod młotek poszła " RADOŚĆ " w Szklarskiej Porębie, gdzie można było raczyć się odpoczynkiem całorocznym w masywie pięknych gór karkonoskich.
Teraz odbieracie ludziom dostęp do naszego pięknego morza, które również piękne jest zimową porą ( o ironio na stronie internetowej piszecie o ośrodku w Ustce, że jest dostępny całorocznie, ale to jest bujda na resorach, bo osobiście chciałam załatwić pobyt teraz w listopadzie i było to niemożliwe z racji ograniczenia dopływu ogrzewania do ośrodka ). To jest kpina.
Gdzie jest nasz polski patriotyzm lokalny, gdzie zachowanie godności człowieka. To nad naszym polskim morzem ślubowali żołnierze wierność Polsce i radość z dostępu do morza Bałtyckiego po zwycięskiej wygranej II wojny światowej.
Skoro aktem likwidacji ośrodka w Ustce władze uczelni chcą ograniczyć dostęp do morza to jest hańba.
Z wyrazami poszanowania i jednocześnie niezrozumienia tego typu czynności
zwykły, szary pracownik Grażyna.
O dobre imię (godność, cześć) nauczyciela akademickiego Konstytucja RP Art. 30 mówi: Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. O dobre imię (godność, cześć) nauczyciela akademickiego Korzystając z wolności akademickich i obywatelskich, poruszam kwestię ochrony dóbr osobistych, czci nauczyciela akademickiego (NA). Jedną z najważniejszych dóbr osobistych, chronionych polskim prawem jest cześć osoby rozumiana jako jej reputacja, dobre imię, godność (subiektywne poczucie własnej wartości), honor, uznanie, szacunek. Konstytucyjna ochrona godności dotyczy przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności człowieka, która stanowi źródło tych wolności, praw człowieka i obywatela. Cześć osoby można naruszać na wiele sposobów: gestami, obraźliwymi słowami, pomówieniami, wyjawieniem prywatnych i intymnych tajemnic życia osobistego. Polski kodeks karny penalizuje naruszenia godności osobistej. Poziom ochrony dóbr osobistych, czci nauczycieli akademickich na PWr nie jest przedmiotem szczególnych regulacji, jest na niskim poziomie w porównaniu z chronieniem czci studentów Politechniki. Być może wynika to z fałszywego przekonania władz wydziałów i Uczelni (wywiedzionego z indywidualnych, pojedynczych sytuacji) o asymetrii, polegającej na przekonaniu, że nauczyciel akademicki ma ogromną przewagę nad studentami i może ją wykorzystywać, np. naruszając godność studentki/studenta. W ten sposób na podstawie indywidualnych i rzadkich sytuacji związanych z nagannymi relacjami student-nauczyciel akademicki, uogólnia się to na wszystkich NA. Jest to wyjątkowo szkodliwe i fałszywe rozumowanie indukcyjne. Za niepowodzenia w studiowaniu, niezadowolenie ze swoich osiągnięć na studiach łatwo i bezrefleksyjnie winą obarcza się NA, co prowadzi do m.in. pomówień, formułowania w studenckich grupach i forach opinii o charakterze dyfamacyjnym, może być także elementem wniosku o egzamin komisyjny. Błądzi ten, który uważa, że tak nie jest. Naruszenie czci obu stron może dochodzić w relacjach: student – nauczyciel akademicki. Obecne uregulowania nie uwzględniają ważnych zmian, które wniósł i wnosi Internet, działalność forów społecznościowych, np. facebooka, oraz zalewający nasze współżycie społeczności... Czytaj dalej
O dobre imię (godność, cześć) nauczyciela akademickiego
Konstytucja RP
Art. 30 mówi:
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela.
Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
O dobre imię (godność, cześć) nauczyciela akademickiego
Korzystając z wolności akademickich i obywatelskich, poruszam kwestię ochrony dóbr osobistych, czci nauczyciela akademickiego (NA). Jedną z najważniejszych dóbr osobistych, chronionych polskim prawem jest cześć osoby rozumiana jako jej reputacja, dobre imię, godność (subiektywne poczucie własnej wartości), honor, uznanie, szacunek. Konstytucyjna ochrona godności dotyczy przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności człowieka, która stanowi źródło tych wolności, praw człowieka i obywatela. Cześć osoby można naruszać na wiele sposobów: gestami, obraźliwymi słowami, pomówieniami, wyjawieniem prywatnych i intymnych tajemnic życia osobistego. Polski kodeks karny penalizuje naruszenia godności osobistej. Poziom ochrony dóbr osobistych, czci nauczycieli akademickich na PWr nie jest przedmiotem szczególnych regulacji, jest na niskim poziomie w porównaniu z chronieniem czci studentów Politechniki. Być może wynika to z fałszywego przekonania władz wydziałów i Uczelni (wywiedzionego z indywidualnych, pojedynczych sytuacji) o asymetrii, polegającej na przekonaniu, że nauczyciel akademicki ma ogromną przewagę nad studentami i może ją wykorzystywać, np. naruszając godność studentki/studenta. W ten sposób na podstawie indywidualnych i rzadkich sytuacji związanych z nagannymi relacjami student-nauczyciel akademicki, uogólnia się to na wszystkich NA. Jest to wyjątkowo szkodliwe i fałszywe rozumowanie indukcyjne. Za niepowodzenia w studiowaniu, niezadowolenie ze swoich osiągnięć na studiach łatwo i bezrefleksyjnie winą obarcza się NA, co prowadzi do m.in. pomówień, formułowania w studenckich grupach i forach opinii o charakterze dyfamacyjnym, może być także elementem wniosku o egzamin komisyjny. Błądzi ten, który uważa, że tak nie jest. Naruszenie czci obu stron może dochodzić w relacjach: student – nauczyciel akademicki. Obecne uregulowania nie uwzględniają ważnych zmian, które wniósł i wnosi Internet, działalność forów społecznościowych, np. facebooka, oraz zalewający nasze współżycie społeczności akademickie hejt, czyli obraźliwy lub agresywny komentarz zamieszczony w Internecie (kształtujący negatywny wizerunek NA). Na polu komunikacji student-nauczyciel akademicki nastąpiły zmiany cywilizacyjne wywołane m.in. wprowadzaniem do życia społecznego jednostronnie rozumianych zasad demokracji liberalnej, trendów multikulturowych, cancel culture, filozofii gender. Działanie mediów społecznościowych (np. popisy hejterów, anonimowość w internecie) sprzyja zaorywaniu osoby, godzeniu w jej cześć, w szczególności, gdy student uzna NA za winnego swoich niepowodzeń. Rodzą się wśród grup studentów danego kierunku dyfamacyjne opinie o charakterze pomówień przekazywanych z roku na rok. NA może być atakowany bezkarnie avatarami w rodzaju symbolów strajku kobiet, co jest przykładem studenckiej działalności stricte politycznej w trakcie uczestnictwa w zajęciach, tolerowanej przez władze i prawników PWr uważających postępowanie studentów jako mieszczące się w ramach wolności akademickich (sic!). W cyberprzemocy uczestniczy wielu (nie wszyscy) studentów, którzy często obrażają, ośmieszają lub poniżają nauczycieli akademickich odreagowując swoje niepowodzenia. Padają inwektywy w rodzaju: ksenofob, faszysta, nacjonalista, megaloman, świntuch, przemocowiec, alkoholik, zbereźnik, antyfeminista, antylgbt, opowiadający świństwa lub obsceniczne treści itp. Student – hejter jest bezkarny, nie widzi krzywdy, którą wyrządza NA, nie zdaje sobie sprawy jak bardzo subiektywne i niesprawiedliwe są słowa i jego zachowanie, zamieszcza w Internecie na forach społecznościowych nie tylko komentarze i obraźliwe słowa, ale także grafiki oraz memy.
Hejt w środowisku akademickim jest uprawiany głównie przez studentów. To bardzo niebezpieczne zjawisko, które oznacza stosowanie mowy nienawiści oraz okazywanie niechęci w stosunku do nauczycieli akademickich. Może spowodować wiele negatywnych konsekwencji. Uczelnia powinna monitorować działalność hejterów, a złapanego na tego typu zachowaniu surowo karać (relegować?). Nie sądzę, aby nie można byłoby opracować programów, które skutecznie uniemożliwiałaby bezkarne hejtowanie. Można gromadzić stosowaną dokumentację, zapisać daną stronę i jej adres url, sprawy można zgłaszać administratorowi danej strony lub serwisu.
Ważną rolą i zadaniem Uczelni jest profilaktyka, czyli uczulenie studentów na szerzący się w Internecie hejt, która polegałaby na organizowaniu spotkań edukacyjne mających za cel zwiększenie studenckiej świadomości w tematyce nienawiści, jak również uświadamianie studentów, że złapany student-hejter może odpowiadać karnie za swoje postępowanie. Świadomość studentów w tym zakresie jest bardzo niska. Natomiast poczucie bezkarności bardzo wysokie. Na PWr nie wypracowano mechanizmów, procedur przeciwdziałających skutecznie naruszaniu czci nauczyciela akademickiego, szczególnie w zakresie hejtu, nowego procesu społecznego pozostającego poza regulacjami.
Na marginesie zachowań studentów pozwolę sobie nawiązać do organizowania za zamkniętymi drzwiami spotkań posesyjnych z udziałem studentów i władz wydziału, ale bez obecności nauczycieli akademickich. Tam mogą padać dyfamacyjne oskarżenia pod adresem NA, które następnie kończą się rozmową w cztery oczy obwinionego z przełożonym. Na pewnym wydziale zdarzyło się tak, że NA został, na takim spotkaniu, oskarżony przez studentów o propagowanie świństw, ponieważ pozwalał sobie cytować utwory A. Waligórskiego (w rodzaju Jagienka i orzechy; Andrzej Waligórski (waligorski.art)). Przedstawiciel władz wydziału w rozmowie w cztery oczy z NA, za zamkniętymi drzwiami, w wyjątkowo ostrych słowach, prezentując ogromną niechęć, w napadzie złości i gniewu rzucił w twarz NA, że propaguje świństwa. Jest to przejaw z jednej strony nieznajomości przez studentów utworów znakomitego wrocławskiego poety, z drugiej strony braku tolerancji. Zadziwia postawa przełożonego, który bezkrytycznie potraktował opinie studentów, nie skonfrontował sprawy z szerszym gronem studentów, nie wziął pod uwagę wyjaśnień NA i bezceremonialnie, będąc pewny swego, naruszył dobre imię zasłużonego i doświadczonego NA. Tym samym został naruszony podstawowy obowiązek Uczelni, określony w Regulaminie pracy PWr, polegający na […] szanowaniu godności i dóbr osobistych pracownika. Takie zdarzenia nie powinny mieć miejsca w środowisku akademickim. Trzeba zapobiegać osobistym animozjom. Było to ewidentne nadużycie władzy. Nie można tolerować organizowania opisanych spotkań posesyjnych, ponieważ są to metody rodem z PRL. Ponadto trzeba rozsądnie traktować doniesienia indywidualnych studentów i konfrontować je z opiniami o NA zamieszczanymi w anonimowych ankietach studenckich. Sytuacja jest wyjątkowa także z tego powodu, że mamy do czynienia ze studentami – milenialsami, wychowanymi zazwyczaj metodami bezstresowymi, osobami, które nie mają wykształconej hierarchii wartości, nie ufają autorytetom, hołdują Internetowej poprawności politycznej są roszczeniowi, pewni siebie, hejtują bezkarnie. I jeszcze jedno spostrzeżenie, do którego doszedłem po 44 latach pracy jako NA: Wymagania wiedzy i umiejętności przez NA w stosunku do studenta jest często przez wielu traktowane jako działanie przemocowe! Tak pojmowana przemoc rodzi i uzasadnia przemoc.
W związku z powyższym, widoczna jest potrzeba powołania w ramach działania KZ NZZW Solidarność PWr zespołu – grupy kilku osób, która miałyby za zadanie ochronę praw pracowniczych związanych z dobrami osobistymi, tj. czcią nauczycieli akademickich PWr, którą naruszyliby studenci lub pracownik PWr. Członkami byłyby osoby nie pozostające w stosunku podległości służbowej z pracownikami PWr. Członek pozostający w podległości służbowej powinien posiadać status nieusuwalnego pracownika związku zawodowego. Działaniami takiego grona mógłby kierować przewodniczący KZ lub osoba wskazana przez niego. Należałoby opracować regulamin funkcjonowania takiej grupy definiując obowiązki, zakres działania, odpowiedzialność jej członków, poziom poufności podejmowanych działań itp. Każdy z członków nosiłby nazwę związkowego pełnomocnika ds. ochrony dóbr osobistych (ZPODO) nauczyciela akademickiego. Członek zespołu uczestniczyłby obligatoryjnie w rozmowach przełożonego z podwładnym o ile tematem byłaby cześć/dobre imię nauczyciela akademickiego. Pozwoliłoby to na związkowe monitorowanie przestrzegania przez studentów oraz przełożonych konstytucyjnych praw nauczycieli akademickich w zakresie ochrony ich czci. Umożliwiałoby to każdemu nauczycielowi akademickiemu PWr zwrócenie się do takiego zespołu z prośbą o pomoc.
dr hab. inż. Włodzimierz Salejda, prof. Uczelni
Wrocław, 6 lipca 2022 r.
Konstytucja RP
Art. 30 mówi:
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela.
Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
O dobre imię (godność, cześć) nauczyciela akademickiego
Korzystając z wolności akademickich i obywatelskich, poruszam kwestię ochrony dóbr osobistych, czci nauczyciela akademickiego (NA). Jedną z najważniejszych dóbr osobistych, chronionych polskim prawem jest cześć osoby rozumiana jako jej reputacja, dobre imię, godność (subiektywne poczucie własnej wartości), honor, uznanie, szacunek. Konstytucyjna ochrona godności dotyczy przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności człowieka, która stanowi źródło tych wolności, praw człowieka i obywatela. Cześć osoby można naruszać na wiele sposobów: gestami, obraźliwymi słowami, pomówieniami, wyjawieniem prywatnych i intymnych tajemnic życia osobistego. Polski kodeks karny penalizuje naruszenia godności osobistej. Poziom ochrony dóbr osobistych, czci nauczycieli akademickich na PWr nie jest przedmiotem szczególnych regulacji, jest na niskim poziomie w porównaniu z chronieniem czci studentów Politechniki. Być może wynika to z fałszywego przekonania władz wydziałów i Uczelni (wywiedzionego z indywidualnych, pojedynczych sytuacji) o asymetrii, polegającej na przekonaniu, że nauczyciel akademicki ma ogromną przewagę nad studentami i może ją wykorzystywać, np. naruszając godność studentki/studenta. W ten sposób na podstawie indywidualnych i rzadkich sytuacji związanych z nagannymi relacjami student-nauczyciel akademicki, uogólnia się to na wszystkich NA. Jest to wyjątkowo szkodliwe i fałszywe rozumowanie indukcyjne. Za niepowodzenia w studiowaniu, niezadowolenie ze swoich osiągnięć na studiach łatwo i bezrefleksyjnie winą obarcza się NA, co prowadzi do m.in. pomówień, formułowania w studenckich grupach i forach opinii o charakterze dyfamacyjnym, może być także elementem wniosku o egzamin komisyjny. Błądzi ten, który uważa, że tak nie jest. Naruszenie czci obu stron może dochodzić w relacjach: student – nauczyciel akademicki. Obecne uregulowania nie uwzględniają ważnych zmian, które wniósł i wnosi Internet, działalność forów społecznościowych, np. facebooka, oraz zalewający nasze współżycie społeczności akademickie hejt, czyli obraźliwy lub agresywny komentarz zamieszczony w Internecie (kształtujący negatywny wizerunek NA). Na polu komunikacji student-nauczyciel akademicki nastąpiły zmiany cywilizacyjne wywołane m.in. wprowadzaniem do życia społecznego jednostronnie rozumianych zasad demokracji liberalnej, trendów multikulturowych, cancel culture, filozofii gender. Działanie mediów społecznościowych (np. popisy hejterów, anonimowość w internecie) sprzyja zaorywaniu osoby, godzeniu w jej cześć, w szczególności, gdy student uzna NA za winnego swoich niepowodzeń. Rodzą się wśród grup studentów danego kierunku dyfamacyjne opinie o charakterze pomówień przekazywanych z roku na rok. NA może być atakowany bezkarnie avatarami w rodzaju symbolów strajku kobiet, co jest przykładem studenckiej działalności stricte politycznej w trakcie uczestnictwa w zajęciach, tolerowanej przez władze i prawników PWr uważających postępowanie studentów jako mieszczące się w ramach wolności akademickich (sic!). W cyberprzemocy uczestniczy wielu (nie wszyscy) studentów, którzy często obrażają, ośmieszają lub poniżają nauczycieli akademickich odreagowując swoje niepowodzenia. Padają inwektywy w rodzaju: ksenofob, faszysta, nacjonalista, megaloman, świntuch, przemocowiec, alkoholik, zbereźnik, antyfeminista, antylgbt, opowiadający świństwa lub obsceniczne treści itp. Student – hejter jest bezkarny, nie widzi krzywdy, którą wyrządza NA, nie zdaje sobie sprawy jak bardzo subiektywne i niesprawiedliwe są słowa i jego zachowanie, zamieszcza w Internecie na forach społecznościowych nie tylko komentarze i obraźliwe słowa, ale także grafiki oraz memy.
Hejt w środowisku akademickim jest uprawiany głównie przez studentów. To bardzo niebezpieczne zjawisko, które oznacza stosowanie mowy nienawiści oraz okazywanie niechęci w stosunku do nauczycieli akademickich. Może spowodować wiele negatywnych konsekwencji. Uczelnia powinna monitorować działalność hejterów, a złapanego na tego typu zachowaniu surowo karać (relegować?). Nie sądzę, aby nie można byłoby opracować programów, które skutecznie uniemożliwiałaby bezkarne hejtowanie. Można gromadzić stosowaną dokumentację, zapisać daną stronę i jej adres url, sprawy można zgłaszać administratorowi danej strony lub serwisu.
Ważną rolą i zadaniem Uczelni jest profilaktyka, czyli uczulenie studentów na szerzący się w Internecie hejt, która polegałaby na organizowaniu spotkań edukacyjne mających za cel zwiększenie studenckiej świadomości w tematyce nienawiści, jak również uświadamianie studentów, że złapany student-hejter może odpowiadać karnie za swoje postępowanie. Świadomość studentów w tym zakresie jest bardzo niska. Natomiast poczucie bezkarności bardzo wysokie. Na PWr nie wypracowano mechanizmów, procedur przeciwdziałających skutecznie naruszaniu czci nauczyciela akademickiego, szczególnie w zakresie hejtu, nowego procesu społecznego pozostającego poza regulacjami.
Na marginesie zachowań studentów pozwolę sobie nawiązać do organizowania za zamkniętymi drzwiami spotkań posesyjnych z udziałem studentów i władz wydziału, ale bez obecności nauczycieli akademickich. Tam mogą padać dyfamacyjne oskarżenia pod adresem NA, które następnie kończą się rozmową w cztery oczy obwinionego z przełożonym. Na pewnym wydziale zdarzyło się tak, że NA został, na takim spotkaniu, oskarżony przez studentów o propagowanie świństw, ponieważ pozwalał sobie cytować utwory A. Waligórskiego (w rodzaju Jagienka i orzechy; Andrzej Waligórski (waligorski.art)). Przedstawiciel władz wydziału w rozmowie w cztery oczy z NA, za zamkniętymi drzwiami, w wyjątkowo ostrych słowach, prezentując ogromną niechęć, w napadzie złości i gniewu rzucił w twarz NA, że propaguje świństwa. Jest to przejaw z jednej strony nieznajomości przez studentów utworów znakomitego wrocławskiego poety, z drugiej strony braku tolerancji. Zadziwia postawa przełożonego, który bezkrytycznie potraktował opinie studentów, nie skonfrontował sprawy z szerszym gronem studentów, nie wziął pod uwagę wyjaśnień NA i bezceremonialnie, będąc pewny swego, naruszył dobre imię zasłużonego i doświadczonego NA. Tym samym został naruszony podstawowy obowiązek Uczelni, określony w Regulaminie pracy PWr, polegający na […] szanowaniu godności i dóbr osobistych pracownika. Takie zdarzenia nie powinny mieć miejsca w środowisku akademickim. Trzeba zapobiegać osobistym animozjom. Było to ewidentne nadużycie władzy. Nie można tolerować organizowania opisanych spotkań posesyjnych, ponieważ są to metody rodem z PRL. Ponadto trzeba rozsądnie traktować doniesienia indywidualnych studentów i konfrontować je z opiniami o NA zamieszczanymi w anonimowych ankietach studenckich. Sytuacja jest wyjątkowa także z tego powodu, że mamy do czynienia ze studentami – milenialsami, wychowanymi zazwyczaj metodami bezstresowymi, osobami, które nie mają wykształconej hierarchii wartości, nie ufają autorytetom, hołdują Internetowej poprawności politycznej są roszczeniowi, pewni siebie, hejtują bezkarnie. I jeszcze jedno spostrzeżenie, do którego doszedłem po 44 latach pracy jako NA: Wymagania wiedzy i umiejętności przez NA w stosunku do studenta jest często przez wielu traktowane jako działanie przemocowe! Tak pojmowana przemoc rodzi i uzasadnia przemoc.
W związku z powyższym, widoczna jest potrzeba powołania w ramach działania KZ NZZW Solidarność PWr zespołu – grupy kilku osób, która miałyby za zadanie ochronę praw pracowniczych związanych z dobrami osobistymi, tj. czcią nauczycieli akademickich PWr, którą naruszyliby studenci lub pracownik PWr. Członkami byłyby osoby nie pozostające w stosunku podległości służbowej z pracownikami PWr. Członek pozostający w podległości służbowej powinien posiadać status nieusuwalnego pracownika związku zawodowego. Działaniami takiego grona mógłby kierować przewodniczący KZ lub osoba wskazana przez niego. Należałoby opracować regulamin funkcjonowania takiej grupy definiując obowiązki, zakres działania, odpowiedzialność jej członków, poziom poufności podejmowanych działań itp. Każdy z członków nosiłby nazwę związkowego pełnomocnika ds. ochrony dóbr osobistych (ZPODO) nauczyciela akademickiego. Członek zespołu uczestniczyłby obligatoryjnie w rozmowach przełożonego z podwładnym o ile tematem byłaby cześć/dobre imię nauczyciela akademickiego. Pozwoliłoby to na związkowe monitorowanie przestrzegania przez studentów oraz przełożonych konstytucyjnych praw nauczycieli akademickich w zakresie ochrony ich czci. Umożliwiałoby to każdemu nauczycielowi akademickiemu PWr zwrócenie się do takiego zespołu z prośbą o pomoc.
dr hab. inż. Włodzimierz Salejda, prof. Uczelni
Wrocław, 6 lipca 2022 r.
Dlaczego Politechnika przestała organizować kolonie dla dzieci? Wymówka pt. pandemia i konieczność spełnienia dodatkowych warunków jest mało przekonująca. To były naprawdę świetne kolonie, również jeśli chodzi o cenę i opiekę. Wiem, że to nie tylko moje zdanie. Czy Solidarność mogłaby zainteresować się tym tematem?
Dlaczego Politechnika przestała organizować kolonie dla dzieci? Wymówka pt. pandemia i konieczność spełnienia dodatkowych warunków jest mało przekonująca. To były naprawdę świetne kolonie, również jeśli chodzi o cenę i opiekę. Wiem, że to nie tylko moje zdanie. Czy Solidarność mogłaby zainteresować się tym tematem?
Solidarność UAM krytycznie odniosła się do "równościowych" działań tej uczelni. https://www.facebook.com/Korabita
Solidarność UAM krytycznie odniosła się do "równościowych" działań tej uczelni. https://www.facebook.com/Korabita








